Wiosna w powietrzu:-) Gdzieś między podmuchami wiatru, a wychodzącym od czasu do czasu słońcem już czuć jej pierwsze oznaki. Wystarczy, że zza chmury na chwilę wyjrzy słonko i już się chce żyć:-) Kiedy patrzy się na budzącą, choć jeszcze leniwie przyrodę, to sama chcę się obudzić z zimowego lenistwa, otrząsnąć z tego letargu i dosłownie zacząć biegać. Już zupa ze śmietaną mnie nie kusi, mam ochotę na sałatę;-) Zaraz popędzę upolować składniki do sałatki greckiej:-)
Kupiłam dziś sobie Shape'a- tylko dlatego, że ma w dodatku płytę z jogą. Niestety kiedy włożyłam ją do komputera, by na szybko poskakać po zawartości doszłam do nieprzyjemnego wniosku...ten poziom, który jest tam prezentowany- jeszcze nie dla mnie na dzień dzisiejszy. Większość ćwiczeń po prostu jest dla mnie za trudna, ale jak wiadomo nie w jeden dzień Rzym zbudowano, więc się nie załamuję. Joga, na którą kiedyś chodziłam nie bez przyczyn nazywała się dla początkujących. Żałuję, że nie dane mi było dłużej na nią chodzić, ale obiecałam sobie, że jak tylko będę dysponować jakimiś pieniążkami- pójdę od nowa:-) Już nie mogę się doczekać. Dla mnie to najpiękniejsza forma połączenia umysłu z fizycznością, to jakby ciało łączyć z duszą, tak świadomie w każdym oddechu, jak dla mnie to jest po prostu czysta magia:-) Póki co muszę się zadowolić domowymi ćwiczonkami. Postanowiłam co nieco w tym kierunku zrobić. Do tej pory bardziej skupiłam się na duchowym rozwoju, ale także i w tym przypadku dochodzi się do miejsca, w którym trzeba wprowadzić homeostazę w swoja egzystencję i rozwinąć odpowiednio ciało. Tak czy siak, jestem szczęśliwa, że odczuwam taką potrzebę. Pewnie to też zasługa słońca, które zaczyna się pokazywać już nie tak subtelnie jak ostatnimi czasy. Nie bez powodu Grecy i mieszkańcy innych państw, w których na brak słońca nie mogą narzekać, sto razy rzadziej mają objawy depresji. Co prawda znowu zapowiadali mrozy, ale ja tam się łudzę optymistycznie, że jak to z "ich" prognozami bywa, nie sprawdzą się:-)
Uciekam na zieloną herbatę i spisać składniki do sałatki...żeby potem dwa razy nie biegać po zakupu (choć właściwie troche bonusowego ruchu wyszłoby mi na dobre;-), ale co tam idę po karteczkę i długopis;-)
Przyłączyłąm się właśnie do akcji- "posadź drzewo". Na razie to maleństwo ledwo wysiane, ale urośnie:-)
Jeśli chcesz zerknąć jak wygląda zobacz: http://mynewlife.posadzdrzewo.pl
Już sobota...czyli dzień bez zajęć w teorii;-) W praktyce to nieco inaczej się prezentuje;-) Tak więc zaczynam kolejny dzień z nowym podejściem do siebie, do życia- do całego wszechświata. Zaczynam od stwierdzenia jest dobrze- będzie lepiej:-)Póki co pędzę przyrządzić sobie nowe, zdrowe śniadanie. Jestem na detoksie z fast food'ów, więc będzie to coś co pomoże mi poczuć się lepiej we własnym ciele.
Tak wytężam słuch starając się wychwycić choćby nieśmiałe śpiewy ptaków zza okna, ale one chyba też rozkoszują się jeszcze sobotnim porankiem w objęciach lenistwa, bo żaden nawet nie piśnie...a szkoda;-)
Póki co znikam...ale wrócę (hmm... zabrzmiało jak groźba?;-) chyba nie;-)
ale mnie wzięło na pisanie. Tak to miesiącami nie pisałam żadnego bloga, stary zakurzyłam, że już wstyd w ogóle tam zaglądać, a dzisiaj internetowy słowotok mnie dopadł;-) A co mi tam;-)
W tv leci właśnie "Powrót króla" ostatnia część trylogii "Władca pierścieni". Taka mnie refleksja dopadła, że właściwie skoro owy pierścień wygląda wypisz wymaluj jak tradycyjna obrączka, to tylko dołączyć "wszechwidzące oko" do teściowej ;-) Chciałam oglądać program o duchach, ale się zgapiłam, więc niech będzie Frodo Bagins;-) Biorąc pod uwagę wygląd i jedno i drugie może straszyć;-) Skąd mi się na uszczypliwości wzięło? ;-) Żartuje oczywiście:-)
Z radością oczekuje jutrzejszego dnia. W maratonie zajęć mam jedną wolną sobotę. Miało być co dwa tygodnie! A tu? Po pięć, po cztery tygodnie zajęć pod rząd...ale od końca marca ma się unormować, więc póki co mam zamiar rozkoszować się dniem wolnym. Może sobie na kijki pójdę? Kupiłam je z miesiąc temu, a wybrałam się raz...i nie mam zamiaru się zimą tłumaczyć, bo dla chcącego nic trudnego;-) Zobaczymy.
Życie z remontem;-) Ostatnimi czasy tak właśnie wygląda moje. Wiedziałam, że często remont trwa dwa razy tyle co się planuje i kosztuje również dubeltowo do tego co się założyło, ale żeby więcej?;-) W weekendy szkoła (kolejny kierunek, tym razem roczny na szczęście, bo pewnie inaczej bym sobie darowała ze względu na okoliczności;-) w tygodniu od rana do wieczora zmaganie się z 60 letnim mieszkaniem, któremu najwidoczniej stan powojennego zaniedbania i technologicznych rozwiązań lepiej podpasował niż wprowadzane zmiany, bo stawia opory;-) Niestety dla niego jest na przegranej pozycji i chcąc nie chcąc musi się zmienić;-) Póki co mamy w 100% wymienioną na nową elektrykę i hydraulikę. Ściany obnażone z tynku już w jednym pokoju dorobiły się izolacji akustycznej i gips-kartonów (...a chciałam gładzenie tynków...nie dało rady w tym mieszkanku i trzeba płyty...buu... ale i tak jest dobrze). Od poniedziałku pójdą kolejne pomieszczenia. Tak się cieszę, wszystko nowe, ładniutkie i pachnące (nie mówię, że wszystko ładnie pachnie, bo...ciężko od rur kanalizacyjnych czy kabli wymagać wyszukanego aromatu;-) Jak więc widać w domu remont, no to i sobie trzeba było zabrać się do odrestaurowania tego i owego;-) Koniec z wymówkami w stylu "nie mam czasu i możliwości";-)
Jak już remontować to wszystko na całego! Remontuje mieszkanie, siebie i moje "codzienne zajęcie", a więc zabrałam się do znalezienia sobie nowej, dobrej i ciekawej pracy. Na razie trzy cv złożone, a to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo;-)
ps...tylko dlaczego balsam brązujący dove do ciemnej karnacji zostawia smugi?...hm...a nie miał;-) tak na marginesie;-)
Nie myśleć o przeszłości, nie zamartwiać się przyszłością- to moja dewiza. W końcu jestem tu i teraz. Zgodnie z tym żyję i z godnie z tym zmieniam swoje życie. Właśnie teraz je zmieniam, więc właśnie teraz jest ono inne;-) Nie będę się zamartwiać, że zjadłam pizzę oblaną serem, bo teraz już na nią nie ma w moim życiu miejsca, a nawet jeżeli kiedyś zjem kawałek, to nie mam zamiaru się załamać tylko pójść dalej;-) Wierzę, ze gdy skupię się na teraźniejszości-jestem wygrana.
Postanowiłam pisać sobie tego bloga, dla siebie, dla rozwinięcia w sobie tego nowego sposobu bycia. To będzie mój wirtualny pamiętnik przemiany, która właśnie we mnie zachodzi. Póki co mam dwie zasady nowego życia;-) Koniec z cukrem i colą oraz skupienie się na teraźniejszości, zamiast wspominaniu i planowaniu;-) Z czasem pewnie wdrożę masę innych zasad do mojego nowego życia:-) A że moje nowe życie jest synonimem szczęścia i harmonii- to tylko mi to na dobre wyjdzie;-)
Uwielbiam zieloną herbatę. Dosłownie kocham ją. Niestety do tej pory miłość ta była owiana nutką słodyczy...składającą się z dwóch najczęściej łyżeczek cukru...Tak fajnie mi to harmonizowało cierpki posmak i wydobywało nutę jaśminu. Mmm... zielona herbata z kwiatem jaśminu...sama słodycz...teraz już w nieco innej wersji;-) Zaraz sobie zaparzę moją pierwszą-nową- filiżankę, czyli bez cukru. Biorę błyskawiczny rozwód z cukrem. Olśnienie przyszło, gdy zobaczyłam w telewizji program, w którym mówili, że puszka coli ma około 11 łyżeczek cukru...a cola też mi obcą nie jest...tzn, z nią to już w ogóle się planuję rozstać. Koniec! Jak tak sobie policzę to słodzona herbata i cola każdego dnia...boże to ja "zjadałam" szklanki cukru dosłownie...przerażające. Idę zaparzyć herbatę.
Już jest:-) pachnie jak zwykle cudownie tylko...będę musiała się przyzwyczaić do tego "nowego" cierpkiego posmaku. Z cukru mogę zrezygnować podobnie jak z coli. To chyba coś "ala" rzucanie palenia. Najlepiej i najskuteczniej rzuca się od razu. Jakoś nikt ze znanych mi osób, które próbowały odstawić papierosy, nie rzucił palenia poprzez redukowanie liczby spalanych papierosów. Rzucili tylko Ci z dnia na dzień "ciach" i po krzyku;-) Tak więc ciach- i koniec z colą i cukrem. Nie chcę zatruwać się każdego dnia. W sumie ciekawe co gorsze- palenie czy obżarstwo?...choć właściwie i jedno i drugie to systematyczne zabijanie się na raty...
Mam więc już pierwszą zasadę mojego nowego stylu życia:-) * Nie piję słodzonych (dosładzanych) napojów:-)
Wiem, ze to śmiesznie brzmi, ale już czuję się lepiej i zdrowiej;-) Zmiany zachodzą przede wszystkim w głowie, a skoro ja mam świadomość, że zmieniam swoje życie na lepsze, więc automatycznie mam lepsze samopoczucie, a co za tym idzie czuję się zdrowsza;-) Jestem zdrowsza nawet o małe "tyci-tyci", ale zawsze- w końcu herbata już bez cukru robi swoje;-)
Wszystko ma swój początek... Od dzisiaj, od teraz, od zaraz-od już...zmieniam swoje życie;-) Koniec z zakupoholizmem, obżarstwem itp, itd. Idzie wiosna. Przyroda budzi się z zimowego snu, ptaki zaczynają rankami witać budzące się słońce. Ja też zaczynam się budzić z odrętwienia. W końcu postanowiłam się wziąć za siebie i to porządnie!
Na początek biorę się za podremontowania swojego wyglądu. Trochę balsamu brązującego, nowa fryzura. Od jutra chcę zacząć kurację wybielania zębów. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Nowy styl życia! Koniec z wiecznymi walkami z dietą, porażką i mega efektem jojo. Koniec. Od teraz już nie jestem na diecie, od teraz po prostu zaczynam żyć inaczej. Zdrowiej, higieniczniej, lepiej i szczęśliwiej. Mówi się, że ciało jest świątynią duszy...póki co moja dusza żyje w skandalicznych warunkach...Jestem otyła, kondycję mam na poziomie poniżej zera...po wejściu na pierwsze piętro dostaję zadyszki...ale z tym koniec. Biorę się za siebie. Zgodnie z zasadą "zdrowym ciele-zdrowy duch". Najpierw musiałam poukładać=posprzątać co nieco sobie w "główce", teraz jestem gotowa na ciało. To chyba taka naturalna kolej rzeczy.
Przez całe życie byłam pesymistką. Ostatnie lata zmieniły mnie o 180 stopni. Dzięki medytacji i rozwojowi osobistemu stałam się innym człowiekiem. Teraz pora, by ciało też stało się inne. Umysł przeszedł transformację, to tym bardziej ciało może;-) Koniec z bezsensownym zatruwaniem się od wewnątrz. Każda cząstka mnie domaga się oczyszczenia...no to niech ma;-)
e-blogi.pl [Załóż blog!] Subskrybuj blogi [Zamknij reklamy] |